The End of the F***ing World (Netflix)

Kolejny wpis typu „kiedyś napiszę nieco więcej ale dziś tylko polecam gorąco”. Chociaż czy na pewno „napiszę nieco więcej”? Czy warto poświęcać pół godziny na wpis o serialu, którego cały sezon trwa jakieś, w porywach, trzy godziny? Nie warto, więc będzie mocno skrótowo.

Co zatem mamy? Jest dwójka niedopasowanych do świata, rozchwianych psychicznie bohaterów (on i ona), którzy postanawiają uciec. Jest droga i przygody jakby wyjęte z filmów Tarantino. Są postaci, plenery i wnętrza jakby z filmów Lyncha albo Petera Weira. Jest też trochę starej dobrej przemocy i kilka trupów oraz naprawdę „pojebanych akcji”.

Czytaj dalej