PTDC to (mam nadzieję, że regularny) cykl, w którym polecam dźwięki, jakich ostatnio doświadczyłem lub wróciły do mnie z przeszłości z nową mocą. Jak zwykle mam dla Was kilka propozycji.
PTDC to (mam nadzieję, że regularny) cykl, w którym polecam dźwięki, jakich ostatnio doświadczyłem lub wróciły do mnie z przeszłości z nową mocą. Jak zwykle mam dla Was kilka propozycji.
Wybaczcie duże opóźnienie z uwagi na wakacje, ale w nagrodę dostaniecie dzień po dniu dwa odcinki. Dziś odcinek specjalny. Mamy bowiem wielki powrót legendy, która nigdy nie odeszła.
PTDC to (mam nadzieję, że regularny) cykl, w którym polecam dźwięki, jakich ostatnio doświadczyłem lub wróciły do mnie z przeszłości z nową mocą. Jak zwykle mam dla Was kilka propozycji.
Znowu mam lekkie opóźnienie, ale sezon wakacyjny trwa u mnie w najlepsze. Będą więc odgrzewane kotlety z mojej kolekcji na Spotify. Dziś zaczniemy nieco lżej ale każdy następny numer będzie mocniejszy. Miłego odsłuchu!
PTDC to (mam nadzieję, że regularny) cykl, w którym polecam dźwięki, jakich ostatnio doświadczyłem lub wróciły do mnie z przeszłości z nową mocą. Jak zwykle mam dla Was kilka propozycji.
W tym tygodniu PTDC opóźnione, ale rozpocząłem sezon wakacyjny. Paradoksalnie wybór był dzięki temu bardzo oczywisty albowiem wypoczynek zacząłem koncertowo. Zaliczyłem nie jeden, nie dwa a trzy świetne koncerty. Kolejność nieprzypadkowa – wyjaśniona pod śródtytułami
PTDC to (mam nadzieję, że regularny) cykl, w którym polecam dźwięki, jakich ostatnio doświadczyłem lub wróciły do mnie z przeszłości z nową mocą. Jak zwykle mam dla Was kilka propozycji.
PTDC to cykl, w którym polecam dźwięki, jakich ostatnio doświadczyłem. Dziś mam dla Was trzy bardzo wysmakowane teledyski (albo jak to mówią starzy ludzie – wideoklipy).
Nie samą pracą człowiek żyje. Ja przykładowo dużo wolnego czasu inwestuję w poznawanie nowych dźwięków. Zdarza mi się w ten sposób trafiać na fajne teledyski (nie)znanych mi wcześniej grup i wykonawców. Poniżej moje top-ileśtam rzeczy, które ostatnio ujęły mnie dźwiękami i obrazem. Słodkich snów. Ja wracam do pracy :).
Po co grać na jednym saksofonie jak można grać na dwóch równocześnie i brzmieć dwa razy lepiej?! Do tego niezapomniany dwustrunowy bas Marka Sandmana i mamy zespół idealny.
House of Protection – It’s Supposed to Hurt
miodek w ucho
Bob Vylan – Northern Line
już niedługo zobaczę tego misia na koncercie w Pradze więc przypominam, że istnieje