Czy do Was też zgłaszają się klienci z własną „aplikacją” w HTML-u?
AKTUALIZACJA – na podstawie przemyśleń z tego wpisu powstał też film na YT, możesz traktować go jako zamiennik tekstu, jeśli wolisz słuchać/oglądać.
Zauważam nowy trend. W ciągu ostatnich miesięcy zgłosiły się do mnie trzy osoby, moi bliscy znajomi, którzy pracując z modelem językowym, zbudowali swoją „aplikację”. Aplikację, która realizuje ich jakieś potrzeby bądź rozwiązuje problem biznesowy w ich firmie.
Mam zawsze dla nich dwie wiadomości – dobrą i złą:
- Super, że obecna technologia pozwala na takie cuda, że sam sobie robisz apki!
- To co masz to wydmuszka, której wdrożenie będzie kosztowało wiele czasu i pieniędzy.
Znajomi zazwyczaj reagują rozczarowaniem albo nawet wyparciem.
Jak to!? Mam przecież „prawie gotową apkę” i wystarczy ją wdrożyć! Czy ty aby nie chcesz mnie naciągnąć na swoje usługi?
Ja to rozumiem doskonale. Jak ktoś spędzi weekend na gadaniu z Claude i dojdzie do – przyznaję – efektownych wyników, to może czuć się oszukany. Przecież zrobił klikane formularze, tabelki, role i uprawnienia, zrobił ładowanie przykładowych danych. Jest pełen nadziei, że odpalą to w firmie bez problemu w godzinę, no może w kolejny weekend.
Ja niestety gaszę ich zapał i tłumacząc, że ich aplikacja to tak naprawdę zaawansowana makieta.
Miałem dwa przypadki, kiedy rzeczona aplikacja była jednym plikiem HTML-owym, który zawierał naprawdę skomplikowaną funkcjonalność. Owszem – wyglądał bardzo obiecująco, jakby system był na wyciągnięcie ręki.
Niestety, taki HTML nijak się ma do prawdziwej aplikacji, która ma warstwę front-endową, back-endową i jakąś bazę danych.
Takiego pliku nie da się w magiczny sposób „wrzucić na serwer” czy „przerobić jednym promptem” aby zaczął działać jak pełnoprawny system mający choćby:
- konta i logowanie użytkowników (to akurat się da, jednak z bezpieczeństwem nie będzie to miało nic wspólnego)
- współpracę nad danymi
- bezpieczny dostęp do bazy danych czy zewnętrznych usług/API
Jeden ze znajomych nawet był częściowo świadom tych ograniczeń, ponieważ w trakcie pracy agent mu to wszystko tłumaczył i sugerował kolejne kroki. Jednak pojawiły się tu dwie kwestie:
- Znajomy nie do końca wiedział, co ma teraz z tym zrobić dalej. Jak zacząć pracę w takim modelu, aby mógł rozwijać tę aplikację, dodawać do niej funkcje, a jednocześnie już pokazywać ją potencjalnemu klientowi, czy zacząć używać w swojej firmie lub organizacji?
- propozycje agenta co do kolejnych kroków były mocno dyskusyjne, a nawet… szkodliwe? W dłuższej perspektywie znajomy straciłby jeszcze więcej czasu na brnięcie w niebezpieczną architekturę i nieoptymalny sposób pracy.
Trzeci znajomy pokazał mi z nieskrywaną dumą projekt, nad którym grzebał od kilku tygodni. Była to wstępna wersja systemu CRM zbudowana w oparciu o platformę nisko kodową App Smith.
Miał to wszystko zainstalowane na lokalnym komputerze na Docker Desktop i był dosyć zagubiony, jeśli chodzi o następne kroki, jakie musi zrobić, aby móc pokazać tę aplikację swoim pracownikom i dać im dostęp, tak żeby mogli klikać, zgłaszać uwagi i zaczynać wprowadzać dane, np. o klientach.
Wszystkie te przypadki wydają mi się przykładami rodzącego się nowego segmentu czy grupy docelowej. Mam na myśli potencjalnych klientów, którzy będą potrzebowali, aby ich pomysły w pewnym sensie „uzbroić” i pokazać im, jak mają je rozwijać dalej.
Może nawet przesadzam z tym nowym segmentem. Może po prostu dotychczasowy klient, który przychodził z kilkuzdaniowym pomysłem na system, teraz będzie przychodził z działającą makietą. W sumie… super! W trakcie pracy nad takim prototypem wychodzi zazwyczaj dużo więcej niuansów i klient jest bardziej świadomy różnych trudności w budowie czy mnogości funkcji.
Z drugiej strony obawiam się, że tacy klienci będą dużo bardziej przywiązani do tego co wytworzyli więc opór przed zmianami będzie większy.
Tak czy inaczej – mam nadzieję, że dzięki tej nowej fali pojawi się w moim portfolio kilka ciekawych usług. Mam już kilka pomysłów, ale ciekaw jestem też waszych propozycji.

PS. na podstawie przemyśleń z tego wpisu powstał też film na YT. Możesz traktować go jako zamiennik lub uzupełnienie tekstu, jeśli wolisz słuchać/oglądać.


