Flight of the Conchords
Trafiłem na tę produkcję całkowicie przypadkowo i nie znałem jej fenomenu. Mamy tu absurdalny, surrealistyczny humor, fajtłapowate (ale kochane) postaci, bardzo niepolityczne wtręty, a do tego cały serial to po części… musical. W każdym odcinku usłyszymy dwie bądź trzy piosenki – wplecione gładko w daną scenę i nawiązujące do aktualnej fabuły.
Jeśli powyższe Was nie zraziło to może nadajecie się na wiernych fanów tego kultowego (w niektórych kręgach) serialu.
Co ciekawe, piosenki są wykonywane przez samych aktorów i głównych bohaterów. Grają oni w tym serialu samych siebie, czyli członków prawdziwego zespołu z Nowej Zelandii – tytułowego Flight of the Conchords.
Cała historia tej produkcji jest na tyle ciekawa, że warto się z nią zapoznać.
Mam z tym serialem coś w rodzaju love‑hate relationship, ale jest on na tyle pokręcony, że warto chociaż kilka odcinków sprawdzić, szczególnie że są króciutkie.

Więcej polecanek ode mnie: filmy, seriale, gry, muzyka, książki, planszówki.

