podróże
Chorwacja po raz wtóry
Magda i Emila na spacerze w ChorwacjiPonowna wyprawa do Chorwacji zakończona (byliśmy już tam parę lat temu), kolejny raz było zbyt krótko i za mało zobaczyliśmy, ale apetyt się nam wyostrza i jeszcze kilka takich wypadów a się tam chyba przeprowadzimy.
Na początek odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania – FAQ:
Q:dawać fotki!
A:proszę bardzo:
Narodowy park krajobrazowy – Plitvice
Nasza kwatera, miasteczko Razanj, kąpiele
Kilka okolicznych miejscowości – Split, Trogir, Primosten
Wiosna Wąwóz i My
Poranek niedzielny, 24 luty 2008 rok. Temperatura za oknem 14 stopni. Powyżej zera! Pakujemy się w samochód z Emilką, zabieramy do kompletu młodzieżówkę i ruszamy na podbój Wąwozu Myśliborskiego. Jak łatwo się domyślić taki sam pomysł miało 90% zmotoryzowanych rodzin z okolicy ale nic to. Przy takiej pogdzie nic nie jest w stanie popsuć nam humorów!
Więcej fotek w galerii emilki
Wróciliśmy z Pienin
No więc właśnie. Wróciliśmy z dwutygodniowego szwendania się po pienińskich szlakach. Naszą bazą była Willa Pienińska (brzmi ekskluzywnie, co nie?). Zwiedziliśmy wiele ciekawych i cieszących oko miejsc, ja poczułem jak to jest 2 tygodnie być ze swoim dzieckiem 24h/dobę, odpoczęliśmy, naoddychaliśmy się.
Galeria z Pienin
Nowe fotki Emilki
Wszystkim polecamy Willę i jej sympatycznych właścicieli, Pieniny w ogóle a wąwóz Homole, dolinę Kościeliska, Sokolicę i okoliczne zamki w szczególe.
Pora wracać do pracy i codzienności.
Łagowskie klimaty
Wybraliśmy się na zasłużony odpoczynek. Drużyna liczyła 6 osób – my z Emilką, oraz teść Fred (zwany także Ferdynandem), i wujostwo Zająców. 5 dni w Łagowie upłynęło jak z bicza trzasł, Emilka zaliczyła swój pierwszy prawdziwy urlop, a my… jak zwykle się dobrze bawiliśmy, bez względu na pogodę.
Polecamy całkiem nową galerię zdjęć z Łagowa, oraz starą ale wzbogaconą o najświeższe fotki – Emilki.
Przy okazji polecamy ośrodek “Zacisze” – niedrogi a przyjemny i naprawdę zaciszny zakątek. No i sam Łagów oczywiście – świetne miejsce na rodzinny wypad, szczególnie że to tylko 180km od Legnicy.
Jak minął ten urlop? Poza 3 dniami deszczu i zimna nie można nic mu zarzucić, ale to też nie tragedia bo przy kominku, piwie, grillu, herbacie, gazetce, kartach i Osadnikach z Catanu też można miło spędzić czas. A jak wyjrzy słońce – kajaki, rowery, krystaliczni czyste jezioro, baza knajpiano-żywnościowa, co tylko chcesz :).
Teraz czekamy na dogodną pogodę (nie tak gorąco, bardzo proszę!) żeby wyjechać z naszym szkrabem na dłużej.
Wąwozy, papka i fotografie
Śpieszę donieść, że emika zeżarła swój pierwszy deser z papki malinowojabłkowej – mimo kwaśnej miny z początku całe ucztowanie zakończyło się więcej niż dobrze. Poniżej efekt końcowy – obie dziewczyny kontemplują sytuację i zastanawiają się czy im smakowało.
W nagrodę ruszyliśmy (z Olą, Fioną i Maćkiem vel. mazeerem w roli przewodnika, jak się miało okazać wytrawnego!) na niedzielną wycieczkę, za Nowy Kościół do wąwozu marki wąwóz. Fotografem byłem ja a przylepa wisiała na moim brzuchu, dlatego na zdjęciach tylko piękna okolica, bez emilki. Dla podkreślenia mojego talentu dodam, że fotki robiłem jedną ręką, bo w drugiej niosłem piwo… nosdełko się bardzo przydaje :).
Trasa była tak malownicza (jak widać powyżej), że zagubiliśmy się w pięknie i w terenie… po trzech dniach błąkania się w okolicznych lasach, spotkaniu z wulkanem i przedarciu się przez podstępnie kończącą się ścieżkę marki ścieżka, zostaliśmy uratowani przez stado krasul pasących się na zboczu, po czym pojechaliśmy na lody… ładna ta Złotoryja ale jakaś taka bez ławek i knajp w centrum. No ale lody kupić się dało a to już postęp w porównaniu z latami 80’, nieprawdaż?
a jak tam dojechać? tędy – http://www.miejsce.info/m/pl/9rkaz6M
Emilka na wulkanie!
Ostrzyca – śląska fujijama. Tym razem zupełnie bez planu, znienacka, po niedzielnym śniadaniu padło sakramentalne “jedźmy gdzieś”. Potem uściśliliśmy – gdzieś za Złotoryję bo tam ładnie. A potem (pomogła nam książka o zakątkach polski z Readers Digest – jednak się czasem przydaje) znaleźliśmy akapit o wygasłym wulkanie tuż obok nas.
“Trzeba to sprawdzić!” zagaworzyła Emilka i po chwili jechaliśmy przez lasy i pagórki w kierunku Proboszczowa, skąd jest najlepsze (jedyne?) podejście na Ostrzycę.
Praga
Całkiem znienacka ruszyliśmy w sobotni poranek do miasta wojaka Szwejka i Franz’a Kafki. Po szybkiej akomodacji w hostelu sport i krótkiej jeździe metrem znaleźliśmy się pod Muzeum Narodowym. Wycieczka była kilkugodzinna, z częstym uzupełnianiem minerałów i mikroelementów zawartych w piwie, beherovce i knedliczkach.
Pod wieczór odbyła się w naszym pokoju impreza, a raczej libacja alkoholowa – wszyscy poszli spać a ja chlapnąłem sobie puszkę piwa. Nad ranem ze smutkiem i lekkim bólem głowy zasiedliśmy do czterokołowego pojazdu marki opel i popędziliśmy do domu.
Więcej zdjęć z Pragi – tutaj
Danków, Marianowo i Mierzęcin
Poprzedni tydzień upłynął nam w bardzo przyjemnej i cichej atmosferze okolic lubuskiego. Pojechaliśmy na drugą część urlopu, do gospodarstwa Marianowo we wsi Danków. Świetne miejsce na odpoczynek, uspokojenie, relaks… Lasy i jeziora, czysto, pusto i do cywilizacji (nie tak znowu, ale zawsze) daleko.
Podróżując po okolicach trafiliśmy na Mierzęcin. Mieścina ni z gruchy ni z arbuza mieści potężny kompleks pałacowy z kortami, parkurem, stadniną, restauracjami, muzeum, ogrodem japońskim i innymi atrakcjami. Wstęp nie kosztuje ani złotówki, ale ceny w restauracjach nieco z innej bajki, widać że utrzymują się głównie z organizacji wypoczynku i konferencji dla klasy managerskiej.

Zapraszamy do Galerii Zdjęć
i po Włoszech...
Dla tych co nie trawią czytania od razu linki:
Tydzień był to nie byle jaki… wiele jest do opowiedzenia, ale przyjdzie taki czas, że spiszę to i tu wrzucę. Tymczasem w telegraficznym skrócie:
Skład wycieczki – żona moja Magda, siostra jej Kasia z Tomkiem oraz wyżej podpisany.
Trasa – Legnica-Niemcy-Austria-Włochy-Formia (między Rzymem a Neapolem, obok Cassino). Jadąc powrotem odbiło nam jeszcze na Wenecję. Razem ponad 4000km. Zdecydowanie najmniej przyjemna rzecz, w sumie spędziliśmy w samochodzie ponad 48 godzin.
Pojazd nasz dzielny czyli Opel Astra 1.6, rocznik 1992, bez klimy. Zepsuła się w nim tylko tylna wycieraczka, za co jesteśmy wdzięczni niemieckim inżynierom…
Baza noclegowa czyli przestronny i przewiewny namiot typu Saturno 4 (albo jakoś podobnie), z równie przewiewnymi materacami marki “coś z Kauflandu za 30zł, co nad ranem jest już flakiem”)...
Zwiedziliśmy masę pizzerii, miasteczek, tzw. obiektów oraz dość dokładnie plażę.
Typowy plan dnia – rano morskie i słoneczne kąpiele, po południu jakieś 1-2 rzeczy do obejrzenia i opstrykania, wieczorem knajpa a pod północ winko przed namiotem.
Wróciliśmy o 22% szczęśliwsi. Albo nawet 25%. Gdyby zamiast tygodnia rozciągnąć to na 4 to by było co najmniej 96% przecinek 3 promile!
Wakacje 2005 - Krym
Galerie zdjęć można pooglądać tutaj
kliknij w zdjęcie aby ujrzeć galerię
Kilka pojęć:
- ceny podaję w Hrywnach – Symferopol to miasto-węzeł komunikacyjny na Krymie – tu trafiają wszyscy nowo przybyli pociągiem z Lwowa, jadącym nieco ponad dobę. – Krym to półwysep będący częścią Ukrainy ale mocno niezależny, z przewagą rosyjskiego języka i turystów – riwiera krymska, z Jałtą na czele, to ulubione miejsce odpoczynku Rosjan.
A więc było to tak…


