co u nas?
Zimowe radości i smutki z Emilką
Krótkie podsumowanie ostatnich 3 miesięcy:
- Emila postanowiła pokazać na co ją stać w temacie chorowania i zafundowała nam 3 plagi - najpierw przed świętami złapał ją rotawirus (tydzień w szpitalu pod kroplówką), miesiąc potem zapalenie płuc (bańki, zastrzyki, histeria), a od wczoraj ospa (drrrrapanie!). Hat Trick, chciałoby się rzec!
- zima zawitała całą parą do Spalonej (nazwa nic nie pomogła) i zasypało nas śniegiem po pas. Samochody jeden po drugim wysiadały - a to zamarznięte 2 litry wody w silniku, a to akumulator padnięty, wiadomo,
- Magda wróciła do pracy w Elpenie i zaczęła rozumieć dlaczego zasypiam bawiąc się z Emilką na dywanie :)
- Ja złapałem fuchę na boku - mam napisać dwie książki o Drupalu dla wydawnictwa Helion (pisząc ten wpis właściwie robię to w ramach testowania pewnych funkcji, które opiszę w książce, więc pracuję). Mówiąc wprost oznacza to że średnia snu na dobę znowu mi spadnie :)
- Emila zaczęła chodzić do przedszkola, przy czym póki co głównie to choruje, więc może lepiej byłoby napisać "Zaczęła bywać w przedszkolu" :).
Nieźle jak na 3 miesiące, co nie? Jeśli wolicie to wszystko zobaczyć - tu jest trochę fotek. Ze szpitala Wam oszczędzimy, bo sami wolimy na nie nie patrzeć. Są za to ze świąt i urodzin.
Wisełka ponownie
W celu najodowania i zahartowania naszego dziecka przed zimą wypuściliśmy się na tydzień do Wisełki. Uściślając, żona z koleżanką i dzieciakami pojechały w niedzielę, a mężowie dojechali we środę. Pomijając, że przyjechałem z 39' gorączki i bez dokumentów, na drugi dzień zacząłem brać narko, tfu!, antybiotyki, i przestało mną telepać w okolicach soboty, wyjazd okazał się całkiem udany. Dziewczyny (duże i małe) się nieco zintegrowały, hartowanie było w stylu 'niemazmiłuj' bo lało i wiało przez 90% czasu, a kwatera okazała się bardziej niż fajna (za tę cenę jaką moja żona (przypomnę, że to zakupowiec z zatrudnienia i wykształcenia) wynegocjowała).
Zdjęcia, a jakże, są. Klikać tutaj, oglądać. Dodatkowo nasi znajomi też natrzaskali trochę fotek, więc u nich też sobie popatrzcie.
Jakoś ostatnio mamy szczęście do polskiego morza - rok temu byliśmy w Wisełce, w marcu tego roku w Dąbkach. W tym roku chyba już wystarczy wyjazdów nad morze :).
Wakacje 2009
Wróciliśmy całą paczką z wakacji. Wyprzedzając najczęstsze pytania:
- fotki są TUTAJ
- pogoda się udała - 1 noc i ranek lało ale zaliczyliśmy to raczej jako orzeźwiający przerywnik,
- zwiedzanie się odbyło - Trogir, Primosten, Rogoznica, Split, Salona, Omis, Szybenik.
- samochód się spisał, jak i rok temu, chyba już znał te tereny,
- Emila, jako młoda panna na wakacjach, dawała nam nieprzerwane powody do uśmiechu, wszędzie jej było pełno,
Nieco wyjaśnień. Do Chorwacji pojechaliśmy w sumie 3 raz, więc czuliśmy się swojsko. Wybraliśmy dokładnie to samo miejsce co rok temu, nawet ten sam apartament, co widać na fotkach. Połączenie spokojnej miejscowości, bliskości morza, miłych gospodarzy i rewelacyjnego tarasu jest za dobre, żeby nie skorzystać jeszcze raz :).
Wypoczywaliśmy pół-na-pół, mniej więcej co drugi dzień siedząc na miejscu i plażując a potem jadąc gdzieś niedaleko - najdalszy wypad do Omisia (z naszej miejscowości patrząc) to było 50km do Splitu i jakieś 30 do celu. Poza tym częste wypady do Trogiru i Primosten - jako miejscowości na spacer i zjedzenie wieczornej pizzy.
Nasza załoga kobieca dzielnie gotowała obiadki z przywiezionych z kraju produktów - ryżu, makaronów, sosów i zup. Faceci bohatersko to wszystko zjadali i szybciutko (żeby nikt nie przyuważył) sprzątali gary. Wyszło taniej i bez konieczności jechania na obiad 20km do restauracji :). Czasem dopychaliśmy pizzą, rzadziej czymś w rodzaju kalmarów czy rybek.
Wyjazd trwał 2 równe tygodnie, całkowite koszty w granicach 4000zł na rodzinkę 2+1 wydają się mi naprawdę fajne jeśli wziąć pod uwagę nocleg, pogodę, warunki, własny transport i resztę zalet.
Streszczając to wszystko w jedno słowo - WYPOCZĘLIŚMY!
Weekend na wyjeździe
Dziś garść fotek z weekendu jaki spędziliśmy poza domem. Sobota upłynęła pod znakiem teatrów ulicznych i zwiedzania Goerlitz (stosowne fotki tutaj - http://picasaweb.google....) w towarzystwie pewnej Dzikiej rodzinki. Niedzielę zaczęliśmy od śniadania w Zgorzelcu (naleśniczki palce lizać) po czym ruszyliśmy do Karpacza. Tam spacerek z kolejną rodzinką, nie mniej dziką, nie mniej fajną, na pagórek pod Śnieżką (galeria ze spacerku tu - http://picasaweb.google....).
Zupełnie przypadkiem tydzień wcześniej całkiem innym składem odwiedziliśmy zoo w Goerlitz - całkiem sympatyczne, co można obejrzeć tutaj - http://picasaweb.google....
Nie muszę chyba nikogo zapewniać, że było fajnie i że polecamy takie weekendy każdej rodzince, tak dla higieny ciała i ducha.
Emilka skończyła 2 lata!
Co ja się będę rozwodził, 2 lata minęły mi jak 2 tygodnie, a moja córka zmieniła się przez ten czas nie do poznania. Urodzinowy dzień był od samego rana magiczny, wypełniony niespodziankami i pysznościami. Na sam koniec elektrownia dała gratisowy zanik prądu w całej wsi na 2 godziny - idealny prezent, Emila mogła polatać z latarką i pozdmuchiwać świeczki, rewelka. Resztę zobaczcie w fotorelacji - http://picasaweb.google....
Łyżwy po raz pierwszy w życiu
[img_assist|nid=1226|title=Łyżwy|desc=|link=popup|align=left|width=86|height=140] Do 14.02.2009 byłem łyżwiarskim prawiczkiem, ale nawet 31-letni facet musi raz na jakiś czas czegoś nowego spróbować, zatem spróbowałem. Magda, sama jeszcze niedawno łyżwiarska dziewica, próbowała po raz drugi. Obyło się bez zwichnięć, potłuczeń, wstrząsu mózgu. Emilka też trochę pośmigała, asekurowana przez zawodowego łyżwiarza Tomasza B.
Gdyby ktoś się pytał - super sprawa. Lodowisko w lubińskim OSiR również bardzo przyjemne, a całorodzinna zabawa na 45 minut kosztowała nas jakieś 27 czy 30 pln.
Co najlepsze, od kuśtykania przy bandzie, do w miarę pewnego kuśtykanio-ślizgania się po lodzie, w tym omijania kuśtykających czy plotkujących przy bandzie, dzieli jakieś 10 minut prób. W skrócie - naprawdę nie jest trudno zacząć jeździć! Pełne zaskoczenie :).
Świeradów-Zdrój
| świeradów-zdrój |
Berlin
Byliśmy w ten weekend z przyjaciółmi w Berlinie, co może nie jest wielkim wyczynem podróżniczym, ale:
[img_assist|nid=1210|title=Berlin 2008|desc=|link=node|align=right|width=105|height=140]- wypad był w pełni rodzinny (my i znajomi wyposażeni jesteśmy w bardzo nieletnie dzieciaki),
- pogoda świetnie dopisała (jak na tę porę roku),
- wycieczka pozwoliła nam zapomnieć o codziennych rozterkach młodych rodziców,
- zwiedziliśmy kilka ważnych ulic,
- spacerowaliśmy po nie mniej ważnych placach,
- zobaczyliśmy całkiem sporo jeszcze ważniejszych budynków,
- kibicowaliśmy jakiemuś rodzinnemu maratonowi rolkarzy,
- zrobiliśmy nieco zdjęć ( http://picasaweb.google.... ),
- nasi znajomi również ( http://picasaweb.google.... ),
- wypiliśmy po berlinerku ( http://picasaweb.google.... ),
Czyli chyba nieźle. Wszystko to w jeden dzień, wyjazd o 8 rano, powrót około 23. Polecamy zmotoryzowanym zostawić auto blisko stacji metra, np. my staliśmy na Tempelhofer Damn ( http://picasaweb.google.... )
Wisełka
Bukiecik To czy pojedziemy w tym roku na drugi tygodniowy urlop ważyło się do ostatniej chwili. Zawirowania w pracy udało się jednak opanować i wypuściłem się z rodzinką nad nasze swojskie Morze Bałtyckie.
Pogoda dopisała jak na nasze warunki zupełnie poprawnie, okolice (Wisełka na wyspie Wolin) okazały się przeurocze a Emilka zakochała się w największej piaskownicy podmywanej falami wody, po której można tak świetnie biegać i chlapać. Co chyba najważniejsze miło było spędzić tydzień w trójkę, dawno nie było takiej okazji.
Co tu dużo opowiadać, obejrzyjcie fotki a jeśli potrzebujecie rekomendacji - ruszajcie do Wisełki, tam gdzie my - było świetnie!
Spódniczka na każdą okazję
Długi weekend zaliczamy do bardzo udanych.
Najpierw czwartkowy grill panieńsko-kawalerski naszych przyjaciół. Niezłe przygotowanie do dalszych dni, piwo i jedzenie z rusztu. Bardzo podobnie do piątkowych imienin Freda, z tym, że piątek upłynął pod znakiem ulewnego, siąpiącego lub zacinającego deszczu. Było też nieco więcej ćwiczeń wątroby, co wielce się przydało następnego dnia.


