książka
Siły Rynku
Siły rynku – okładkaKsiążkę kupiłem trochę wbrew sobie. Pierwsza powieść R.Morgana, “Modyfikowany Węgiel” pozostawiła u mnie pewien niesmak – mimo giętkiego pióra i barwnej fabuły była jak na mój gust zbyt efekciarska, a bohater przypominał gościa z Duke Nuk’em 3d.
Długo się zastanawiałem czy wydać 30 peelenów na kolejne dokonanie pisarza, ale jakoś kilka razy rzucała mi się w oczy okładka i w końcu mój skrzywiony w stronę cyberpunka gust wziął górę.
Zaczytanie
Dziś pierwszy tekst o odmiennych stanach, jakich czasem każdy człowiek doświadcza. Nie chodzi tu bynajmniej o nirwanę osiągniętą poprzez ogólnodostępne środki odurzające, a raczej odczucia, emocje, doznania, które ciężko sklasyfikować i odtworzyć za pomocą czegokolwiek.
Nowy wspaniały świat
Czasem człowiek nawet nie wie że coś potrafi, zanim tego nie spróbuje.
Mama i tato często czytali mi do snu, a babcia żeby mnie czymś zająć przez cały dzień pokazywała mi literki i cyferki, chociaż nie chodziłem jeszcze do szkoły.
Tego wieczoru rodzice oglądali jakiś film i zapomnieli o mnie, mi nie chciało się wcale spać, a książka leżała sobie przy łóżku. Wtedy kolejne przygody mojego ulubionego bohatera były co najmniej taką rozrywką jak najnowszy odcinek ulubionego serialu, nie mogłem się doczekać!
Zderzenie Czołowe
Bruce Bethke jest wartym uwagi autorem. Sama powieść dostała nagrodę P.K.Dick’a, a pisarz – no cóż, to on w 1980 roku napisał opowiadanie “Cyberpunk” i chociaż sam odżegnuje się od bycia ojcem nowego gatunku w kulturze to coś w tym chyba jednak jest.
Książka zapowiadała się nieszczególnie. Pretensjonalny tekst z tyłu okładki, na dodatek powtórzony zaraz na początku powieści – wszystko wskazywało na niskich lotów czytadło. Jednak szybko zorientowałem się, że te niecałe czterysta stron tekstu dostarczą mi nielichej rozrywki.
Pierwsza część historii przybliża nam Jack’a Burroughs’a i jego nader miałkie życie jakie może toczyć młody zdolny cyberpunk pracując w dziale informatyki wielkiej korporacji. Te początkowe 150 stron jest rewelacyjne dla osób rzeczywiście pracujących w zawodzie ‘komputerowca’. Mamy tu kilku straceńców opiekujących się trzódką wiecznie niezadowolonych ‘użyszkodników’, udających przed szefostwem ciężką pracę i grających w sieciowe gry kiedy tylko jest odrobina czasu (a ten zawsze się znajdzie, nieprawdaż?). Opisy nowoczesnego społeczeństwa również są przekonujące – dostajemy bardzo prawdopodobną wizję świata Kafki połączonego z Wielkim Bratem, doprawionego nieco Burgessem. A wszystko zanurzone w cyniczno-prześmiewczym sosie przypominającycm humor Douglasa Adamsa.
Circuit of Heaven
“Circuit of Heaven” Denisa Danversa kupiłem od wyprzedającego swe domowe zbiory księgarza. Niska cena, chęć podszlifowania angielskiego i kusząca z tylnej okładki śmiała fabuła sprawiły, że nabyłem tę pozycję. O czym opowiada nam autor? Mamy oto utopijną rzeczywistość wirtualną – bez chorób, wojen, śmierci – do której przeniosło swoje umysły ponad 90% ludzkiej populacji. Ich ciała spalono w ogromnych krematoriach. Na ziemi pozostała garstka rozrzuconych mieszkańców, w tym nasz główny bohater – szczerze nienawidzących Bin – bo tak brzmi oficjalna nazwa nowego, lepszego, wirtualnego świata.
Dworzec Perdido
to nie dla każdego
Jeśli myślicie, że możecie pozwolić sobie na ominięcie długiej i pasjonującej lektury, nie kupujcie tej książki. Jeśli nie chcecie poznać świata wielowarstwowego, głębokiego, opisanego w najdrobniejszych szczegółach, nie pożyczajcie tej książki. Jeśli wystarcza wam Harry Potter, Connan i Wojownicza Księżniczka – nie zbliżajcie się nawet do tej książki.
Właśnie skończyłem ją czytać. Jestem zaskoczony, zdezorientowany a nawet poruszony – przecież nie lubię fantasy! Dlaczego tak mnie zafascynowała lektura? Bo ta książka to fantasy, cyber- i steampunk, social fiction i polityczny manifest w jednym. Ale do rzeczy.
