Emilka na wulkanie!
Ostrzyca – śląska fujijama. Tym razem zupełnie bez planu, znienacka, po niedzielnym śniadaniu padło sakramentalne “jedźmy gdzieś”. Potem uściśliliśmy – gdzieś za Złotoryję bo tam ładnie. A potem (pomogła nam książka o zakątkach polski z Readers Digest – jednak się czasem przydaje) znaleźliśmy akapit o wygasłym wulkanie tuż obok nas.
“Trzeba to sprawdzić!” zagaworzyła Emilka i po chwili jechaliśmy przez lasy i pagórki w kierunku Proboszczowa, skąd jest najlepsze (jedyne?) podejście na Ostrzycę.
Podejście okazało się rzeczywiście przemiłe – po kilkunastu minutach dotarliśmy do kamiennych schodków wiodących prosto na szczyt. Pół litra potu wyżej podziwialiśmy panoramę okolicy. Z wulkanu!
Pewnie się zastanawiacie “jak z wulkanu? jak kilkaset stopni? z wózkiem?!”. Żadnego wózka! Wystarczyło nosidełko, które kupiłem dosłownie dzień wcześniej na urodziny Magdy :). Okazało się bardzo wygodne, emilka całą drogę na szczyt przespała bujana na brzuchu mamy, a powrotną – taty. Wygodne, nie męczące i w ogóle super zakup, nie ma porównania do chusty bebelulu, lulu czy innego hamalulu :).
Aha – niestety nie będzie zdjęć bo nasz aparat akurat zjadł baterie. Śląski wulkan na kilku bardzo ładnych fotkach możecie podziwiać np. na fotogalerii Jacka Krywulta. Więcej o wulkanie przeczytacie na kaczawskie.prv.pl.
UPDATE – jednak zdjęcie będzie – ostatnio przechodziliśmy obok Ostrzycy, i na horyzoncie mignął nam nasz wulkan, więc pstrykłem mu fotkę :)

Ciesze się, że podobały
Ciesze się, że podobały się Wam moje zdjęcia.
Ostrzyca jest rzeczywiście super!
Choć ludzie jakoś tak dziwnie kiwają głowami.
Czym się zachwycasz? Ostrzycą? jaką? Proboszczowicką?
Nie brzmi to może tak jak Giewont, ale wrażenia daje niezłe (szczególnie jakby tatuś pożyczył sobie od dziecka wózeczek i jednak zjechał na dół po tych schodach ;-) )
pozdrawiam
:) w Złotoryi też jest
:) w Złotoryi też jest wygasły już wulkan. Obecnie jest to park krajobrazowy, gdzie można przejść się na miły spacerek i popatrzeć na okolicę z góry.