Widać efekty Informatyzacji służby zdrowia
Miałem ostatnio nieprzyjemnośc stołować się w kilku placówkach świadczących usługi zdrowotno-medyczne.
- Na wakacje pojechałem z anginą ropną, co zaowocowało wizytą w ośrodku w Wisełce,
- Na święta Emilka dwa razy zawitała w szpitalu,
- Na nowy rok ja i moja lepsza połowa wykonywaliśmy badania okresowe do pracy,
Obserwacje są dość ciekawe.
W Wisełce ośrodek wygląda jakby nie był remontowany 30 lat, poczekalnia przypomina dworzec kolejowy w Legnicy (nawet architektura jakaś znajoma i szarzyzna ta sama), a przy oknach można postawić herbatę żeby szybciej wystygła. Za to prędkość obsługi pacjentów jest imponująca. Pierwsze zaskoczenie to kiedy pani w rejestracji spytała mnie o wszystkie dane, które wklepała do komputera. Przede mną było chyba 8 osób i przygotowałem się na godzinkę czekania. Drugie zaskoczenie - po 35 minutach wszedłem do gabinetu, czyli na osobę wypadało jakieś kilka minut.
Pani doktor spytała tylko o nazwisko, wybrała mnie w komputerze, spytała co dolega, jedną ręką i okiem zajrzała do gardła, w tym czasie drugą ręką i drugim okiem kliknęła w parę okienek, wcisnęła drukuj, laserowa drukarka bzyknęła receptę i już wystawiono mnie za drzwi.
W Szpitalu Wojewódzkim w Legnicy dwa razy przyjmowano emilkę na oddział pediatryczny. W odstępie kilku dni, bo zaraz po wypisaniu znowu zachorowała. Przyjęcie do szpitala za każdym razem trwało około godziny i zaangażowane były 2 osoby. Trzeba wypisać formularz na zawierający na oko kilkadziesiąt pozycji. Nieważne, że parę dni temu wypisywano ten sam formularz. Nieważne, że porządny system mógłby przechowywać całą historię pacjenta, stosowanych leków itd (może taki system gdzieś się wykluwa?).
Nieważne w końcu że kasa podatników jest trwoniona bo 2 osoby (pielęgniarka i doktor dyżurna) siedzą godzinkę i wypisują druczki. Koszt wdrożenia systemu zwróciłby się prawdopodobnie w kilka lat jeśli wziąć pod uwagę koszty pracy trwonionej na wypisywanie dokumentów, rejestrację, odszukiwanie wypisów itd.
Na koniec badania okresowe. Medycyna pracy w miedziowym ośrodku działa sprawnie i szybko. Badania do wykonania są wprowadzane rano do komputera podczas rejestracji, w trakcie badań ich wyniki wrzucane są do systemu. Analiza krwi i moczu jest prowadzona z użyciem kodów kreskowych nalepianych na pojemniczki - gęsia skórka odeszła w niepamięć. Pani doktor wszystkie wyniki odczytuje z komputera a nie z papieru i wydaje decyzję o dopuszczeniu do pracy.
Wnioski? Ośrodki zmuszone do oszczędności lub do konkurowania na wolnym rynku już się komputeryzują - z wyraźnym i widocznym pozytywnym efektem dla pacjenta (nie wiem jak wygląda ROI takiej inwestycji). Szpital póki co walczy z biedą ale nie widać jeszcze żadnego dostosowania się do realiów 21 wieku.
Pozostaje nadzieja, że jakiś system wspierający pracę placówek medycznych czy w ogóle instytucji publicznych jest tuż za rogiem i za pół roku będziemy obsługiwani wszędzie na podstawie dowodu osobistego z czipem. Boję się jednak że ta wizja jest zbyt śmiała i należy do naukowej, ale jednak fantastyki.
Mam też nadzieję, że nieprędko będę musiał sprawdzać czy kaganek informatyzacji (ale tej sensownej) już do szpitala w Legnicy dotarł.


